Pokazywanie postów oznaczonych etykietą blog o gotowaniu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą blog o gotowaniu. Pokaż wszystkie posty

piątek, 14 sierpnia 2015

Sałatka z ryżem makaronowym.

Sałatkę z makaronem ryżowym zrobiłam na parapetówkę. Doskonale się sprawdziła obok mini pizzy z ciasta francuskiego i mikro kanapeczek z pumpernikla. Nie mogłam się zdecydować na jedną wersję więc zrobiłam dwie, trochę zbliżone. Przezorny zawsze ubezpieczony – nigdy nie wiesz co, kto lubi , a czego nie strawi ;-)




Składniki użyte w obu wariantach:
  • 500g makaronu ryżowego
  • 30 dag szynki konserwowej
  • majonez
  • sól, pieprz

W wariancie pierwszym dodałam:
  • ogórek zwykły
  • kukurydza (niecała puszka)
Natomiast w opcji nr dwa:
  • ½ pora
  • dwa jajka
  • pół puszki ananasa
  • 10 dag sera startego na tarce o grubych oczkach.


Przygotowanie

Makaron gotujemy w osolonej wodzie zgodnie ze wskazówkami podanymi na opakowaniu, odcedzamy i studzimy.
Szynkę kroję w drobnąkostkę. Makaron i szynkę dzielę na pół i wrzucam do dwóch misek.
Ogórek kroję również w drobną kostkę, kukurydzę odsączam z wody. Wszystkie składniki mieszam ze sobą doprawiając solą i pieprzem, dodając „na oko” majonezu. Majonez można zastąpić jogurtem naturalnym.

W drugiej opcji siekam pora, jajka obieram i kroję w kostkę. Ananas, jeśli nie jest w kawałkach, to również kroję na kawałeczki, zbliżone wielkością do pozostałych składników. I również całość mieszam,dodając sół, pieprz i majonez. Sałatkę trzymam z 2-3 godziny w lodówce przed podaniem, żeby smaki się przegryzły.





I gotowe. Bardzo szybko się robi, smakuje przepysznie i co najważniejsze, skłąd można modyfikować zgodnie ze swoimi upodobaniami lub wykorzystując resztki jakie znajdziemy u siebie w kuchni.  

wtorek, 28 lipca 2015

Zapraszam na mój niedzielny obiad - Gulasz ze schabu



         Jestem osobą mięsożerną i w dodatku lubię nieco ostrzejsze jedzenie. Taką kombinację zawiera mój sprawdzony przepis na gulasz ze schabu z czerwoną papryką. Składniki nie są drogie, przygotowanie nie zajmuje dużo czasu, a danie jest bardzo sycące.



Składniki:
0,8 – 1 kg schabu wieprzowego
500 ml bulionu
250 ml przecieru pomidorowego
2-3 marchewki
2 cebule
1 duża papryka
2 liście laurowe
2 ząbki czosnku
3 łyżki mąki plus 1 łyżka do zagęszczenia
oliwa z oliwek
2-3 łyżki słodkiej śmietanki
1 łyżka masła plus 1 łyżka do zagęszczenia

I wiele przypraw: 
2 łyżki słodkiej papryki w proszku
1 łyżka octu winnego
1 łyżka cukru
1 łyżeczka tymianku
1 łyżeczka ostrej papryki
1/2 łyżeczki rozmarynu
1/4 łyżeczki gałki muszkatołowej
sól i pieprz


        No to zaczynamy, zanim zgłodniejemy :-)
Zaczynam od pokrojenia schabu w kostkę i obtoczeniu go w mieszance mąki i słodkiej papryki. Na patelni rozgrzewam oliwę z oliwek i jedną łyżkę masła i smażę mięso na złoty kolor. Odstawiam usmażony schab do garnka, a  na tej samej patelni podsmażam pokrojoną w cienkie plastry marchew. Po ok. 2 min dodaję pokrojoną w plastry paprykę, a na końcu pokrojoną w piórka cebulę. Następnie do warzyw dodaję sól i pieprz, jeszcze chwilę podsmażam i wrzucam całość do garnka ze schabem. Zalewam wszystko bulionem, dolewam przecier pomidorowy, ocet i wszystkie przyprawy podane wyżej w składnikach. Dodatkowo wyciskam czosnek. Całość gotuję około 45 min, od czasu do czasu mieszając. Na koniec doprawiam solą i pieprzem. Zagęszczam mieszanką z jednej czubatej łyżki mąki z łyżką miękkiego masła. Ściągam z ognia i dodaję śmietanę. Gulasz doskonale smakuje z ryżem, kaszą lud ziemniakami. Smacznego!

czwartek, 23 lipca 2015

Sajgonki nie są trudne.

         Dziś obalę mit na temat sajgonek, bo często słyszę, że jest to potrawa, która pochłania dużo czasu, jest raczej trudna do zrobienia, a podczas smażenia rozlatuje się. Nic bardziej mylnego. Przedstawię swój niezawodny przepis, według którego sajgonki zawsze się udają i są przepyszne ;-)




         Sajgonki są tradycyjną przekąską kuchni azjatyckiej. Farsz jaki wykorzystujemy, przy ich robieniu może być mięsny (np. drób, wieprzowina) bądź wegetariański. Dziś pokażę Wam przepis na sajgonki z mięsem wieprzowym.

Składniki na 10 sajgonek:
10 sztuk papieru ryżowego
30 dag mięsa mielonego
ok 50g makaronu sojowego
kilka suszonych grzybów mun
3-4 liście kapusty pekińskiej
1/2 puszka kiełków sojowych
1 marchewka
1 cebula
sos sojowy
sól, pieprz, ostra papryka
2 łyżki mąki kukurydzianej
olej do smażenia

             Na początku wrzucam grzyby do gorącej wody i odstawiam na 30min.
Mięso mielone lekko podsmażam i doprawiam solą, pieprzem i ostrą papryką. Potem wrzucam je do większej miski. Cebulę drobno kroję i podsmażam na złoto. Marchewkę kroję w słupki i podduszam, a pokrojoną w paski kapustę leciutko podsmażam. Makaron wrzucam do wrzątku, przykrywam i pozostawiam na 3 minuty, później odcedzam i kroję na kilkucentymetrowe nitki.
Wszystkie składniki mieszam razem w misce i dodaję 2-3 łyżki sosu sojowego.



            Mieszam mąkę kukurydzianą z dwiema łyżkami wody – przyda się do sklejenia brzegów sajgonek, żeby nie rozpadły się podczas smażenia. Następnie namaczam każdy płatek papieru ryżowego w gorącej wodzie dosłownie chwilę, a później osuszam z obu stron na suchej ściereczce.
Na płacie, w rogu, kładę jedną łyżkę farszu i delikatnie roluję, jednocześnie zwijając boki do środka. Pozostały brzeg smaruję wcześniej przygotowaną mieszanką mąki i wody. I tak przygotowuję wszystkie sajgonki i dopiero wtedy wszystkie smażę. Odczekuję, aż trochę się wysuszą i wrzucam na głęboki, rozgrzany olej na ok 3 minuty, do momentu, aż nabiorą złotego koloru. Po usmażeniu, kładę na papierowy ręcznik, żeby odsączyć tłuszcz. Podaję je z gotowym sosem słodko-pikantnym.

Szybko i smacznie :-)




środa, 22 lipca 2015

Zapraszam na barszcz ukraiński mojego dziadka:-)


         Mój dziadek był ochmistrzem na nie byle jakim statku, bo MS Batory i w dodatku świetnie gotował :-) Jako mały brzdąc, lubiłam przyglądać się jego kuchennym wyczynom, a jak już podrosłam to sama próbowałam upichcić coś według jego przepisu. Zdecydowanie moim faworytem był barszcz ukraiński. Ogólnie jestem miłośnikiem zup, mogłabym jeść je codziennie... Tylko zupy. Ale jak ma się w domu mężczyznę, to wiadomo, że trzeba iść na kompromis. Aby nie było marudzenia, że zupa nie jest treściwym daniem, na pomoc przychodzi właśnie barszcz ukraiński. Jest gęstszy i bardziej sycący od „standardowych” zup. Jest przykładem „zupy na winie”, czyli mieszanką wszystkiego, co się nawinie pod ręką ;-).

Składniki na mój barszcz przedstawiają się następująco:
3 podudzia z kurczaka
2 marchewki
1 pietruszka (korzeń)
ok. 400g białej fasoli
2-3 liście laurowe i ziele angielskie

I z tych składników gotuję wywar, podobnie jak na rosół. Po około godzinie dodaję fasolę. Ważne, żeby dzień przed zrobieniem zupy, pozostawić fasolę namoczoną w wodzie na całą noc.




Dodatkowo potrzebne będą:
2-3 buraki
3 ziemniaki
ok 1/4 kapusty białej
i oczywiście przyprawy: sól, pieprz, czosnek, ocet i majeranek.
Opcjonalnie można dodać śmietany.

  


       W międzyczasie jak będzie się gotował wywar, przygotowuję pozostałe składniki. Buraki obieram, myję i trę na tarce o grubych oczkach. Ziemniaki obieram, myję i kroję w kosteczkę, na koniec szatkuję kapustę. Buraki i kapustę dodaję do wywaru i gotuję do momentu, kiedy buraki będą miękkie. Następnie dodaję ziemniaki i całość gotuję ok. 15 minut.
Na samym końcu doprawiam przyprawami podanymi wyżej w składnikach i zabielam śmietaną.
Zawsze gotuję barszcz w największym garnku, żeby starczyło na kilka dni :-)
Smacznego!

poniedziałek, 20 lipca 2015

Pyszne placki z (młodych ;-P) piersi kurczaka


       W końcu nadszedł długo oczekiwany weekend. Wydaje się, że podczas tych dwóch dni wolnych od pracy człowiek ma więcej czasu  na wszystko. Nic bardziej mylnego ;-) Przynajmniej w moim przypadku mogłam nieco dłużej zastanowić się nad obiadem, ale też nie chciałam spędzić całej soboty w kuchni. Zdecydowałam się na placki z piersi z kurczaka, ponieważ dawno nie gościły na moim stole. W tym wydaniu zrobiłam je z dodatkiem pora i kalafiora. Chociaż z papryką i pieczarkami też są wyśmienite, ale tego akurat nie miałam pod ręką.



Mimo że przygotowanie placków nie zajmuje dużo czasu, odróżniają się smakiem od nudnych smażonych kotletów z piersi, których w ostatnim czasie się przejadłam. No to zaczynamy :-) 


Składniki:
ok. 400g - 500g  piersi z kurczaka  
ok. 5 łyżek mąki
1/2 kalafiora (same różyczki - bez grubszych łodyg)
1 por
2 jajka
250 ml jogurtu naturalnego
1/2 łyżki masła
przyprawy jakie dodałam - sól,  pieprz, pieprz cayenne, estragon
olej do smażenia 

        Kurczaka można pokroić w drobną kostkę, chociaż ja używam elektrycznego siekacza, żeby zaoszczędzić trochę czasu. Pora drobno kroję i przesmażam na maśle do lekkiego zarumienienia. Różyczki kalafiora drobno siekam. Wszystkie te składniki dokładnie mieszam z jajkami, mąką i jogurtem oraz doprawiam solą, pieprzem, estragonem i pieprzem cayenne. W zależności, czy lubimy ostrzejsze dania, tego ostatniego można dodać więcej. Powstałą masę traktuję podobnie jak ciasto naleśnikowe, jeśli jest za za sucha to dodaję więcej jogurtu, a jeśli 
rzadka to dodaję mąkę. Smażę na rozgrzanym oleju do momentu, aż placki z obu stron będą zarumienione. 





      Możliwości podawania tego dania jest kilka. Ja wybrałam do placków (tym razem) zapiekane ziemniaki i mizerię, chociaż sama surówka też się sprawdzi. Lubię też zestawiać z kaszą bądź ryżem. W zasadzie sprawdzi się wszystko, co akurat znajduje się w kuchni. 


piątek, 17 lipca 2015

Mało znany i doceniany imbir.

               Kuchnia indyjska uchodzi za bardzo zdrową. Chociaż, jak w każdej kuchni, również i w tej, niezwykle aromatycznej, zdarzają się dania mniej lub bardziej przyjazne dla naszego żołądka. I tu na pomoc dla układu trawiennego przychodzą przyprawy. Jedną z moich ulubionych jest imbir, bo ma silnie korzenny smak i aromat i w dodatku ma szerokie zastosowanie w kuchni, kosmetyce i medycynie naturalnej. Jest dostępny w wielu postaciach. Najbardziej popularną formą są surowe korzenie, czyli tzw świeży imbir. Dostępny jest również w stanie suszonym (jako przyprawa), popularny jest też imbir kandyzowany czy marynowany.



                  Imbir wpływa korzystnie na przemianę materii, odświeża oddech i hamuje mdłości. Wpływa na poprawę koncentracji, rozgrzewa i pobudza krążenie krwi, dzięki czemu jest uznawany za jeden z najpopularniejszych afrodyzjaków ;-)

                  W kuchni imbir ma wiele zastosowań. Można go dodać do napojów rozgrzewających, kawy lub herbaty. Często dorzuca się go do alkoholi – piwa, nalewek czy wódki. Można go dodawać do ciast i ciastek, szczególnie do pierników. Dobrze komponuje się z innymi "świątecznymi" przyprawami i dodatkami np. z cynamonem, goździkami, czy skórką pomarańczową.
Imbir doskonale poprawia smak dań mięsnych, sosów czy zup. W tym przypadku wyśmienicie będą współgrały inne ostre przyprawy np. chilli czy czosnek.
Imbir jest niezbędnym komponentem kuchni orientalnej oraz azjatyckiej i stosuje się go np. do mieszanki curry.



                  Kolejne cudowne zastosowanie imbiru (zwłaszcza dla nas kobiet :-D) to kosmetyki ujędrniające, antycellulitowe i wyszczuplające. Dzięki temu, że poprawia krążenie i ma właściwości rozgrzewające. Lubię go dodawać do peelingu kawowego domowej roboty - to mój niezawodny sposób na gładką skórę.

                 Mimo, że w Polsce imbir nie jest tak popularną przyprawą jak sól czy pieprz, zdecydowanie zasługuje na to, żeby go doceniono.  




wtorek, 14 lipca 2015

Witam miłośników sztuki kulinarnej!

   

            Letnia, deszczowa pogoda zmotywowała mnie do założenia bloga o mojej pasji jaką realizuję spędzając w kuchni. Z miłości do jedzenia, z odwagi do eksperymentowania i mieszania smaków, z chęci bycia nieszablonowym pasjonatem, z zamiłowania do relaksowania się w kuchni po ciężkim dniu pracy i z radości jaką czerpię odnosząc kolejne sukcesy kulinarne :-)





            Nie jestem kucharzem z zawodu - gotowanie to moja obsesja (a pieczenie ciast i deserów to dziedzina, którą znam słabo, ale chciałabym tę umiejętność w przyszłości rozwinąć). Pasją zaraziłam się w Londynie podczas 5 letniej emigracji. W najbardziej multikulturowej stolicy Europy nie sposób przejść obojętnie obok zapachów wydobywających się z knajpek w chińskiej dzielnicy, licznych hinduskich restauracji bądź mało popularnej albańskiej kuchni. Odkrywałam nowe smaki, których nie miałam okazji poznać w Polsce. Zawsze zadawałam dużo pytań. Byłam ciekawa składu i sposobu przygotowania potrawy. Czasami od razu zastanawiałam się nad zamiennikami składników, aby lekko zmodyfikować danie, nie gubiąc przy tym jego kwintesencji. Poznałam mnóstwo ludzi różnych narodowości, którzy chętnie dzielili się ze mną wiedzą i doświadczeniami, nawet specjalnie dla mnie gotowali swoje dania popisowe :-)




            Po powrocie do kraju zaczęły się moje kuchenne rewolucje. Zaczerpnięta wiedza pozwoliła na stworzenie kilku dań, które zachwyciły rodzinę i znajomych. Oczywiście cały czas staram się udoskonalać przepisy, zdarza się, że daną potrawę za każdym razem robię inaczej, lekko modyfikując listę składników. 
Ostatnio uświadomiłam sobie, że w ogóle nie znam się na polskiej kuchni, dlatego częściej sięgam po rodzime przepisy. Dodatkowo w moim życiu przyszedł ciężki czas, że w końcu musiałam iść na dietę ;-) To zmusiło mnie do nauki kuchni mało kalorycznej. Zaskoczyłam się, bo okazało się, że nawet takie dania mogą być smaczne i zjadane ze smakiem nawet przez wygłodniałego mężczyznę, czciciela mięcha.


         

Zapraszam wszystkich do dzielenia się swoją wiedzą i mam nadzieje, że również mi uda się wprowadzić w Waszą kuchnię nowe pomysły.